sekretariat@zsbopole.pl (77) 474 54 54 ul. Niemodlińska 40, 45-761 Opole | |

Erasmus+ część 3

Słońce, wiatr, plaża i … praca, czyli pozdrowień z Hiszpanii część trzecia!

Weekend 20-21.04.2024 r.     

Sobota – Gibraltar.

Po raz pierwszy niemiło zaskoczyła nas pogoda – już od rana zbierały się chmury, zwiastując nadchodzący deszcz. Mieliśmy jednak nadzieję, że się rozpogodzi, byśmy mogli zobaczyć wszystkie zaplanowane atrakcje. O 9.00 wyjechaliśmy w podróż na Gibraltar. Ten niewielki skrawek ziemi, graniczący z Hiszpanią i wodami Morza Śródziemnego, „został włączony do Wielkiej Brytanii już w 1713 roku. Terytorium zamorskie przekazano królewskiej administracji na mocy traktatu pokojowego, który został podpisany po wojnie o sukcesję hiszpańską”.[1] Mimo kilku prób, Hiszpanom nigdy nie udało się odzyskać tego skrawka terytorium i nadal roszczą sobie do niego pretensje. W starożytności skała Gibraltaru wraz z bliźniaczą, po stronie afrykańskiej, tworzyły tzw. Słupy Heraklesa – jeden z cudów starożytnego świata – które zaznaczały koniec znanego ludom starożytnym świata.

(zdjęcie nr 3 – https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82upy_Heraklesa)

W planach mieliśmy rejs statkiem, aby zobaczyć delfiny oraz wjazd na Skałę Gibraltaru kolejką linową, gdzie na szczycie znajduje się część rezerwatu przyrody Upper Rock Nature Reserve. Słynie on z obecności m.in. „magotów gibraltarskich, bezogonowych małp z gatunku makaków berberyjskich. Na górze żyje ich nieco ponad 300, co czyni je jedynymi dziko (a może raczej półdziko) żyjącymi małpami w Europie”.[2]

(zdjęcia dzięki https://pl.wikipedia.org/wiki/Magoty_gibraltarskie , https://hispanico.pl/malpy-gibraltar/)

Niestety… plan udało się zrealizować tylko częściowo. Popłynęliśmy w rejs i choć było całkiem zabawnie i interesująco, delfinów nie zobaczyliśmy. Ponoć w takiej pogodzie trudno je namierzyć. Na pocieszenie dostaliśmy komplet darmowych biletów na powtórny rejs. Potem chcieliśmy się udać na kolejkę linową. Niestety tak bardzo się rozpadało, w dodatku bez  widoków na jakieś rozjaśnienie, że musieliśmy podjąć decyzję o skróceniu wycieczki. Bardzo żałujemy, ale niestety w tych okolicznościach nie było sensu udać się na szczyt skały.

Niedziela – Setenil de las Bodegas i Ronda.

Na szczęście kolejny dzień wynagrodził nam sobotnią stratę. O 9.00 wyjechaliśmy do miejscowości Setenil de las Bodegas. „To co szczególnie przyciąga turystów w to miejsce, to niekoniecznie białe fasady domów, a ich nietypowa architektura. Wciśnięte między strome skały wąwozu budynki to niecodzienny widok, który momentami budzi przerażenie. Labirynt wąskich ulic (w niektórych miejscach ich szerokość nie przekracza nawet dwóch metrów) i wiszące nad głową urwiska skalne potrafią wzbudzić klaustrofobię, ale… raczej tylko w turystach”. [3] Rzeczywiście, widok jest wyjątkowo niecodzienny. Przeszliśmy się wąskimi uliczkami, podziwiając dziwne fasady domów i balkony wystające ze skał oraz napiliśmy się kawy w kameralnej kawiarence.

Następnie przejechaliśmy do słynnej Rondy – jednego z najbardziej wyjątkowych miast w Hiszpanii. Swą niepowtarzalność miejsce to zawdzięcza „jego położenie po obydwu stronach przecinającego je skalistego wąwozu. Nazywa się Tajo de Ronda i jest głęboki na około 160 m i szeroki w niektórych miejscach na niemal 100 m. Nie może w nim więc zabraknąć tzw. wiszących domów. Na południowej stronie urwiska znajduje się starsza, mauretańska część miasta (La Ciudad). Po jego północnej stronie mieści się późniejsza, chrześcijańska część starówki (El Mercadillo). Łączy je most Puente Nuevo będący wybitnym przykładem XVIII-wiecznej sztuki inżynieryjnej. Ma około 100 metrów wysokości i tworzą go potężne filary z podwójnym łukiem pośrodku oraz po jednym pojedynczym po każdej ze stron”[4]. Widok jest imponujący. W Rondzie oprócz tego niezwykle malowniczego widoku udało nam się również zobaczyć Casa del Rey Moro (dom arabskiego króla). Ta przestronna rezydencja znajduje się bezpośrednio przy wąwozie Tajo. Stromymi schodkami schodzi się z niej prosto do wiszących nad przepaścią ogrodów, z których można było podziwiać kanion oraz mosty. Zaszliśmy również na samo dno wąwozu – zadyszka po wejściu z powrotem do góry dorównywać mogła tylko późniejszemu wspinaniu się na zamek Gibralfaro w Maladze… Późniejszy czas wolny spędziliśmy na zakupach i próbując specjałów w okolicznych barach i restauracjach.

Weekend uznaliśmy za bardzo udany, mimo niepogody na Gibraltarze i poczuliśmy, że jesteśmy przygotowani do drugiego tygodnia pracy.

[1] https://www.money.pl/gospodarka/gibraltar-uzyskal-oficjalny-status-po-prawie-dwustu-latach-6806938546531136a.html

[2] https://www.podrozepoeuropie.pl/skala-gibraltarska/

[3] https://hispanico.pl/setenil-de-las-bodegas/

[4] http://hiszpania-portal.pl/ronda-zwiedzanie-miasto-na-skalach-andaluzja/

Erasmus+ część 3
Przewiń na górę
Skip to content