VIVA  LA  ESPAÑA!!! czyli część 3 relacji z hiszpańskiego stażu…

Część drugą relacji poświęciłam wyłącznie praktykom, a przecież nie od dzisiaj wiemy, że nie samą pracą człowiek żyje! Teraz więc napiszę słów kilka o tym jak spędzaliśmy nasz czas wolny, w jaki sposób doświadczamy Hiszpanii i  dlaczego chętnie byśmy się tu przeprowadzili:).

Czwartkowe popołudnie spędziliśmy zwiedzając Albaicín – jedną z dzielnic Granady. Mówią o niej, że jest jedną z najbardziej klimatycznych dzielnic w całej Hiszpanii, a to za sprawą gąszczu wąskich uliczek, maleńkich placów i ciekawych ludzi, ciągnących do Albaicín jak muchy do miodu. Ta część miasta ma klimat dawnej arabskiej dzielnicy, na każdym kroku natknąć się można na ślady ich dawnej bytności. Choć po opuszczeniu miasta przez Arabów w 1492 roku meczety zamieniono w kościoły, sporo w nich arabskiej ornamentyki, która dla nas jest jak mieszanka kolorów i koronek. Ze względu na swe położenie na wzgórzach, z Albaicín rozciągają się wspaniałe widoki na Alhambrę i całą Granadę.

Czwartkowy wieczór spędziliśmy z kolei na pokazie flamenco – jednego z najsłynniejszych symboli Hiszpanii. Byliśmy zachwyceni grą na gitarze i tańcem, śpiew – bardzo specyficzny – nie wszystkim przypadł do gustu. Nie mamy niestety zdjęć z samego występu, bo fotografowanie było zabronione, jednak musicie uwierzyć nam na słowo, że było to piękne zetknięcie się z kulturą Hiszpanii.

Piątek powitał nas naprawdę ohydną pogodą. Podczas gdy w Polsce było nawet 20 stopni, u nas zrobiło się 7 i zaczął lać deszcz. Martwiliśmy się trochę, bo wiedzieliśmy, że pogoda może się nie poprawić przez cały weekend a czeka nas wycieczka do Malagi.

Sobota przyniosła pogodę typowo wiosenną – raz paliło słońce, by po chwili zaczął lać rzęsisty deszcz. Jednak chyba gdzieś tam mieliśmy trochę szczęścia, bo podczas zwiedzania wzgórz i ruin nie zmokliśmy.

Wycieczkę po Maladze zaczęliśmy od zwiedzenia górującej nad całym miastem kolejnej Alcazaby (obronnej twierdzy). Wspinaliśmy się i wspinaliśmy, by po długim czasie cieszyć oczy cudownymi widokami na całą Malagę – z jednej strony podziwialiśmy góry, z drugiej – Morze Śródziemne.

Następnie udaliśmy się do Muzeum Pabla Picassa. Malarz urodził się w Maladze i spędził w niej wiele lat. Muzeum mieści 155 prac malarza i jest doskonałym miejscem, żeby zapoznać się z jego twórczością. W środku naturalnie nie można niczego fotografować, jednak na własne oczy przekonaliśmy się, że każdy miłośnik sztuki powinien to miejsce odwiedzić.

Kończąc zwiedzanie wstąpiliśmy do katedry Wcielenia (Santa Iglesia Catedral Basílica de la Encarnación), zwanej La Manquita, pieszczotliwie „Jednoręka dama”. Docelowo katedra miała mieć dwie wieże, jednak nigdy drugiej nie ukończono. W katedrze za to znajduje się aż 15 kaplic. Budowla jest ogromna a ze względu na czas jej powstawania łączy w sobie aż trzy style – gotycki, renesansowy i barokowy. Na uwagę zasługują też ogromne drewniane organy.

Na zakończenie pobytu w Maladze nie obyło się bez odwiedzin Morza Śródziemnego, gdzie najodważniejsze uczestniczki wyjazdu (lub najbardziej szalone, jak kto chce to widzieć:)) skorzystały z kąpieli w morzu.

Niedziela upłynęła nam pod znakiem leniuchowania. Część uczestników, mimo nie najlepszej pogody włóczyła się po mieście, część pracowała nad projektami, jeszcze inni szukali sobie co ciekawszych zajęć, np. przygotowywali sałatkę owocową… Pycha…

Tak nam mija czas, a do powrotu już tylko cztery dni…